Schemat, który widzę za każdym razem

Firma ma problem z danymi. Raporty nie dają odpowiedzi. Decyzje zapadają na czuja. Ktoś w zarządzie mówi: potrzebujemy nowego systemu.

Zaczyna się proces. Rozmowy z dostawcami. Prezentacje. Proof of concept. Umowa na wdrożenie.

Minimum trzy miesiące. Często sześć do dwunastu. Budżet zaczyna się od stu tysięcy złotych, a rośnie w trakcie projektu.

A potem, rok po wdrożeniu, sytuacja wygląda tak:

  • Firma ma nowy ERP za 200 tys. zł.
  • Pracownicy dalej eksportują dane do Excela.
  • Bo "system nie daje tego raportu, którego potrzebujemy".

Widziałem to dziesiątki razy. Problem nie leżał w systemie. Leżał gdzie indziej - i nikt tego nie sprawdził przed podpisaniem umowy.

Dlaczego wdrożenie nie rozwiązuje problemu

Kiedy decyzja o nowym systemie zapada zbyt wcześnie, firma kupuje narzędzie zanim wie, jaki dokładnie problem to narzędzie ma rozwiązać.

Dostawcy systemów ERP oferują duże, generyczne rozwiązania. Każde z nich działa. Każde ma swoje mocne strony. Ale żadne nie dopasowuje się automatycznie do konkretnych procesów Twojej firmy.

Wdrożenie to ostateczność, nie punkt wyjścia. Często potrzebujesz lepszego wykorzystania tego, co już masz - jednego raportu, jednego alertu, jednego połączenia między systemami.

Firmy, które wchodzą w wdrożenie bez wcześniejszej analizy, odkrywają to po fakcie. Nowy system jest. Ale przepływy danych są tak samo dziurawe jak przed wdrożeniem. Przyzwyczajenia pracowników są takie same. Decyzje zapadają tak samo jak wcześniej.

Koszt? Kilkaset tysięcy złotych i rok przestoju operacyjnego.

Co daje audyt, czego nie daje wdrożenie

Audyt danych to trzy tygodnie pracy - nie trzy miesiące. Kosztuje ułamek wdrożenia. I odpowiada na pytania, których nikt wcześniej nie zadał.

Co dostajesz na wyjściu:

  • Mapę przepływu danych - gdzie są dziury, gdzie dane giną, gdzie są duplikaty i niespójności.
  • Listę quick wins - co można poprawić bez żadnego wdrożenia, często w ciągu kilku dni.
  • Rekomendację - czy w ogóle potrzebujesz nowego systemu, a jeśli tak, to jakiego i po co.

Często odpowiedź na ostatnie pytanie brzmi: nie potrzebujesz nowego systemu. Potrzebujesz lepszego użycia tego, co masz. Jeden dodatkowy raport. Jeden alert przy przekroczeniu progu. Jedno połączenie między bazami, które dotąd były oddzielne.

To są zmiany, które można wdrożyć w tygodnie - nie miesiące. I które kosztują dziesiątki tysięcy - nie setki.

Jak wygląda taki audyt w praktyce

Audyt zaczyna się od rozmów z osobami, które codziennie pracują z danymi. Nie z zarządem. Z ludźmi przy procesie - planistami, magazynierami, handlowcami.

Pytamy, jakich informacji im brakuje. Co robią ręcznie, bo system tego nie robi. Gdzie tracą czas na szukanie danych, które gdzieś są, ale nikt nie wie gdzie.

Potem analizujemy strukturę danych w systemach, które firma już ma. ERP, Excel, arkusze produkcyjne, pliki z magazynu. Patrzymy, co jest spójne, co jest niespójne i co można połączyć.

Na koniec powstaje konkretna lista: co poprawić, w jakiej kolejności i jakim kosztem. Z podziałem na to, co można zrobić od razu, i co wymaga większego projektu.

Trzy tygodnie. Nie trzy miesiące. I zamiast kontraktu na wdrożenie - jasna odpowiedź, czy wdrożenie w ogóle ma sens.

W ProdLeo zaczynamy od audytu danych zanim zaproponujemy jakiekolwiek narzędzie. Dopiero kiedy wiemy, gdzie leży problem, rekomendujemy rozwiązanie - i pomagamy je wdrożyć krok po kroku, bez miesięcy przestoju.

Chcesz wiedzieć, czy Twój problem wymaga wdrożenia czy audytu?

15 minut rozmowy wystarczy, żeby to ustalić. Bez zobowiązań, bez sprzedaży na pierwszym spotkaniu.

Umów bezpłatną rozmowę